I znowu skończył się piątki z The Pitt. I znowu czeka mnie dłuższe oczekiwanie, aby piątki były z tym serialem.
Jak na mój gust, to był trochę inny sezon, niż premierowy. Jakby bardziej opierał się na emocjach. Co najbardziej było widoczne u doktora Robbiego (Noah Wyle). Twórcy w ciekawy sposób pokazali męską depresję. Zafundowali sezon pełen obaw wobec szefa oddziału zarówno jego kolegów, jaki i widzów. Świetne jest też to, że i pozostali bohaterowie się zmienili, że dojrzali, okrzepli. Czuć, że są na innym etapie życia i karier.
Coś czuję, że i ten sezon w nadchodzącym sezonie nagród znowu rozbije bank. Wyle, LaNasa chyba powoli mogą szykować podziękowania. Oboje dali koncert wspaniałej gry aktorskiej. Pełnej emocji i niuansów. A co do pojawiających się pogłosek o spinoffie o nocnej zmianie, sam nie wiem. Z jednej strony było by fajnie, widzieć w większej roli Shawna Hatosyego, z drugiej jest obawa, czy oba seriale nie ucierpiałby na jakości. Bo napisać więcej scenariuszy mogłoby sprawić, ze kreatywność szybko by się wyczerpała.
Więc, byle do stycznia. Oby.