Sentymentalny wieczór. Z pewną taką nieśmiałością i obawą, zarzuciłem wczoraj najnowszą odsłonę Muppet Show. Program miał już kilka reaktywacji, które próbowały uwspółcześniać format. Różne tego były efekty. Teraz postanowiono wrócić do formuły, która dała taki sukces 50 lat temu.
Znowu więc mamy teatr, gościa specjalnego, Sabrinę Carpenter, czerwoną kurtynę, znane postaci i widownię. Tym razem oprócz muppetów są i żywi ludzie, a wśród nich Maya Rudolph.
Od dziecka, byłem fanem tego programu, Miss Piggy, była jedną z moich pierwszy idolek. I po obejrzeniu tego odcinak ogólnie rzecz ujmując, jestem zadowolony. Postarano się oddać klimat tamtych odcinków. Mamy wiec fajne numery muzyczne, w tym i cover Queen, co można uznać za hołd pierwowzorowi. Znowu jest zabawnie, znowu Kermit jest zestresowaną żabą, Piggy divą, Statler i Waldorf nadal złośliwymi komentatorami. I znowu mamy zabawną parodię popularnego serialu ( Bridgertonowie).
Mogę przyznać, ze to ciekawy, zabawny powrót. Może i przemawia przez mnie sentymentalizm, ale dla mnie to było udane pól godziny oglądania. Oby, to był początek nowej serii. Bo zasługujemy, na takie show.