Uroczystość otwarcia Zimowych Igrzysk w Mediolanie i Cortinie za nami.
Było barwnie, tanecznie, czasami zabawnie, czasami nostalgicznie. Włosi pokazali to z czego są dumni, to z czego słyną na całym świecie. Mieliśmy więc i odniesienia do historii sztuki, mody (przemarsz modelek ubranych w garnitury tak, ze utworzyły flagę Włoch), trochę i kuchnia. Świetne był segment pokazujący 100-lecie Zimowych Igrzysk, gdzie pokazano, jak moda, jak muzyka, jak technika się zmieniały. Pokazana tez pięknie to połączenie miasta z otaczającą go przyrodą. Wzruszające było utworzenie gołąbka pokoju.
Po raz pierwszy przemarsz sportowców odbywa się w kilku miejscach jednocześnie. I miało to swój sens. Areny oddalone są od siebie o wiele km. A tak w uroczystościach mogła wziąć większa ilość Olimpijczyków. I odniosłem wrażenie, że będąc w mniejszych grupkach, lepiej się bawili. Chyba byli w gronie tych, którzy znają się najlepiej. Uwielbiam jak te grupy młodych, zdolnych ludzi pełnych radości, właśnie zaczyna swoją najważniejszą zawodową przygodę. I tutaj wielkie brawa dla realizatorów. Wszystko wyglądało tak płynnie, bez przerw. Telewizyjnie to było bardzo dopracowane.
Zapalenie znicza, a właściwie zniczy, bo są dwa, jak zawsze ma w sobie coś wzruszającego. Już pokazanie sztafety z ogniem, która przez całe Włochy przemierzała. Ci co mieli zaszczy nieść, ci co stali i kibicowali jest w tym jakaś magia.