We wczorajszych Kwiatkach Polskich gościem był Michał Kołodziejczak. Przyznaję na początku jego działalności byłem do niego sceptycznie nastawiony. Jawi mi się jako nowy Andrzej Lepper, tylko, że młodszy, cwańszy. Przez lata zmieniał się, zmienił formę działalności. Ostatnią jego zmianę można obserwować od jakiegoś czasu na jego mediach społecznościowych.
I tak jaki jest między innymi na Instagramie, był we wczorajszym programie. Uśmiechnięty i bardzo rozmowny. Mam wrażenie, że po latach różnych napięć, teraz jest pogodzony z losem. Że potrafi cieszyć się z małych rzeczy, jak np. z biedronki na koszuli. Jakby po tym jak zobaczył, jak robi się politykę poczuł zwątpienie, zniechęcenie. I teraz znowu wróciła radość. Ale to też bardzo bystry facet. Ma ciekawe przemyślenia, wygłasza se z dużą pewnością siebie. Pytanie, co z nim będzie dalej, z jego działanością.
Uwielbiam oglądać seriale. Szok, co nie?!!! Wśród serialowych propozycji, teraz oglądam piąty sezon My Life is murder. Jak dobrze pamiętam, kiedyś o nim pisałem. I w jednym z odcinków tej produkcji, usłyszałem coś co mnie mocno zaintrygowało. Akcja dzieję w Nowej Zelandii. I podobno jest taka możliwość, że w ciągu jednego dnia można objeść cały kraj. Od jednego wybrzeża do drugiego. Nie powiem, miałbym chęć na taką wędrówkę. To może być bardzo ciekawe.
Żeby na widok zdjęcia produktu w promocji w ulotce marketu dostać niemalże załamania nerwowego, to chyba tylko ja tak potrafię. Wszystko to przez durnowaty słodki wypiek z malinami. Wiele lat temu, coś podobnego kupiłem w dniu, w którym chciałem się zabić. Kupiłem idąc na spotkanie z dobrym znajomym. oczywiście odstawiałem farsę, że nic mi nie jest, słodkości do kawy. Pożegnanie, a potem w domu tabletki. I teraz, nagle do wszystko wróciło na widok, tego zdjęcia. Emocję z tamtego okresu przypomniały mi się. Pobyt w szpitalu, dochodzenie do siebie. Trochę czasu musiało dziś minąć, bym wrócił do siebie dziś. Teraz wiem, że muszę żyć. Żyć i walczyć.
Agrafka poszła w ruch, czyli sezon drylowania wiśni.
Od kilku dni TVN24 przechodzi sam siebie. A to zafundował widowni zegar pokazujący odliczanie ile czasu zostało do końca ultimatum Jarkacza dla Pinokia i spółki. Od taki Sylwester w środku lata. Potem pokazywano niemalże non stop ujęcia siedziby PiS-u. To już wolałem, jak zimą opady śniegu relacjonowano.
Skoro jesteśmy w tym kamiennym kręgu, zaczynam podziwiać Joannę Kurską. Ostatnio pokazała ona miastu i światu, jak odrzucić zaproszenie na ślub. O to państwo K. zostali zaproszeni na ślub Rafała Brzozowskiego, gwiazdy TVP za czasów prezesury Jacka Kurskiego, pupilka z tamtego okresu. A ponieważ, bądźmy szczerzy Rafałek nic nie znaczy, w niczym nie może pomóc, to trzeba było jakoś z tej imprezy się wymiksować. I z pomocą przyszłą data tego wydarzenia, 1 sierpnia. Kurska zagrała metrologiczno-patriotyczną nutę. O tuż tego dnia państwo K, się nie bawią, nie tańczą, bo nie wypada. Pięknie co?! U prezesa może zapunktowali, a i nie muszą kosztować się na imprezę czopka.
W Faktach materiał o upadłych kobiet przez za długie, za szerokie spodnie. Ktoś chyba na głowę upał, zatwierdzając coś takiego. To nawet do śniadaniówki,. było za głupie.
R.J. Decker to idealny serial na leniwe popołudnia czy wieczory.
Tytułowy bohater był fotografem, jednak, gdy nastąpił na odciski wpływowej rodziny, trafił do więzienia, a po odsiadce zostaję prywatnym detektywem. W robocie pomaga mu była żona i jej obecna żona policjantka. Sprawy są różnego kalibru, od kradzieży, po zabójstwa.
Wszystko to zaś rozgrywa się w słonecznej Florydzie, więc całkiem fajne widoki na wakacje. Do tego mieszanka zagadek kryminalnych i poczucia humoru. Scott Speedman w głównej roli, to taki uroczy łobuziak, którego trudno nie pokochać. Jest bystry, choć kłopoty przyciąga niczym magnes. Mimo, że podobne historie, bohaterów widzieliśmy nie raz, nie dwa, to jednak łatwo wejść w ten świat. Jest to sprawnie opowiedziana opowieść, zagadki bywają ciekawe, mamy kilka zwrotów akcji w każdym odcinku. A i finał zostawia nas z pewnym cliffhangerem. Wiadomo, że w USA jesienią serial wróci z drugim sezonem. I bardzo dobrze.
The Big Gay Musical to takie rozkoszne, niskobudżetowe kino. Mieszanka musicalu (niespodzianka ha ha), komedii i obyczajowego kina.
Paul (Daniel Robinson) i Eddie (Joey Dudding) występuję off-broadwayowskiego musicalu zatytułowanego „ Adam & Steve: Just the Way God Made ‚Em” . Obaj mimo podobnego wieku, są na różnych etapach życia. Paul marzy o stabilnym życiu, gdy w wyniku wrednej plotki, jego chłopak go rzuca ten próbuje być rozwiązłym facetem. Nawet umawia się z męską prostytutką. Jednak natury nie oszukasz.
Eddie to chłopak wychowany w religijnej rodzinie na prowincji. Teraz będąc w Nowym Jorku zaczyna odkrywać swoją seksualność, szalenie korzystająć z uroków miasta, jednocześnie obawia się reakcji rodziców na jego orientację.
Jak na tak tanią produkcję to jest porządnie zrobiono kino. Bardzo sprawnie zrealizowane sceny musicalowe. W choreografii widać miłość do starego Broadwayu czy Hollywood złotej ery tego gatunku. To też całkiem porządnie zagrany film, może nie arcywybitny, ale ogladanie nie boli. Ok, może uroda aktorów zaburza mój ogląd hi hi. Historię obu bohaterów wciągają. Kilka niezłych piosenek.
Ciekawostki.
Zdjęcia kręcono przez 17 dni.
Sceny w Central Parku były kręcone w locie, ponieważ ekipa nie miała wymaganych zezwoleń na filmowanie w tym miejscu.
Mam pewien problem z włoskim filmem Jutro będzie nasze.
Nie mogę napisać, że przedstawiona historia nie wciąga. Przez cały seans, zastanawiałem się o czym myśli główna bohaterka Delia (Paola Cortellesi), o co jej chodzi, co planuję. Autorzy przez cały czas podsuwają nam różne tropy, a my z niecierpliwością myślmy, który jest ten prawdziwy. Aktorsko też ten film zachwyca. Nie ma kogoś, kto odbiega, ktoś, kto gorzej gra. Tutaj zarówno pierwszo planowe, jaki i drugi plan jest ciekawy, jest jakiś. Czasem przerażający, czasem zabawny, czasem poruszający.
To też ciekawy obraz Włoch, tuż po zakończeniu II Wojny Światowej. Z jednej strony kryzys, z drugiej nadzieja na nadchodzące zmiany. Do tego wspaniałe zdjęcia czarno-białe. Jeszcze mocnej podkreślają losy bohaterów, a z drugiej strony to oddanie hołdu neorealistą włoskim. I wspaniała muzyka i piosenki w tle.
Więc skoro tyle jest wspaniałości, to czemu ja się chcę czepiać?! Otóż sceny przemocy domowej. Ich choreografia, bo dosłownie są przedstawione w formie tańca, niczym występ z Tańca z gwiazdami. Może to szokować, ale możne też to odbierać jako rozmiękczanie przemocy.
Ciekawostki
We Włoszech ten film zarobił więcej niż, Barbie i Oppenheimer.
Pomysłodawcą filmu jest Paola Cortellesi, która scenariusz napisała wspólnie z Furio Andreottim i Giulią Calendą. Opowiada on historię kobiet po kampanii włoskiej podczas II wojny światowej i jest inspirowany życiem babci i prababci Cortellesi.
Film zdobył aż 19 nominacji do nagród David di Donatello i wygrał 6 nagród: dla najlepszego nowego reżysera i najlepszej aktorki (dla Cortellesi), najlepszej aktorki drugoplanowej (dla Fanelli), najlepszego scenariusza oryginalnego, nagrody David Youth Award i nagrody publiczności David Audience Award.
Prawdopodobnie odkryłem sposób na pozbycie się z domu pszczoły. Jest to sposób w dużej mierze humanitarny. Ostatnio robiłem ciasto z wiśniami. I najwidoczniej słodkie smaki sprowadziły pasiastego owada do mnie. I tak sobie latała nad blaszką, pod czas, gdy ja układałem spokojnie owoce. Żeby nie machać łapskiem, przemówiłem delikatnie do niej. Hej, jak nie chcesz wylądować w piekarniku i być upieczona spadaj. I co? I odleciała, raz, dwa, trzy. Cóż za miła i udana współpraca.
Mamy nowego męczennika. Jest nim Jim Parsons. Gwiazdor Teorii wielkiego podrywu ostatnio opowiedział, jak bardzo był nieszczęśliwy, gdy pracował nad tę rolą i że z perspektywy czasu nie przyjął by roli Sheldona.
Tu widać jak na dłoni, jak sukces, może powodować jakieś zaniki pamięci. Gdyby nie te rolą, aktor nie brał by udziału w innych filmach, w tym Oscarowych Ukrytych działaniach. Wilce prawdopodobne, że byłby jednym a aktorów grających na Broadwayu. Do tego reklamy, których udział, też mu zapewnił hitowy serial, serial, który też dał mu 4 statuetki Emmy. Jakoś to zmęczenie, stres, pozwoliły mu zostać producentem i narratorem spin offu, czyli Młodego Sheldona.
Parsosn chyba zapomniał w jakiej był i jest uprzywilejowanej pozycji. Większość jego kolegów po fachu, poza działalność aktorską uzyskuję dochody. Żyją od angażu do angażu. A on w latach 2015-2018 był uznawany magazyn Forbes za najlepiej zarabiającego aktora telewizyjnego na świecie. I dzięki postaci Sheldona Coopera będzie miał dochody prze wiele lat. Jakoś wątpię, by kolejne kontrakty na pracę nad Teorią.. podpisywał z przystawioną lufą do skroni.
Madonna. Mega gwiazda. Ikona muzyki, mody. Kreatorka. Działaczka społeczna. I tak bym mógł jeszcze wymieniać, to także bohaterka książki Mary Gabriel Madonna A rebel life.
Ta książka to istna cegła, ma ponad tysiąc stron, a uwaga nie zawiera bibliografii, ta jest tak obszerna, że dostępna jest w Internecie. Nie mogę autorce odmówić pracy jaką wykonała. Czytelnik otrzymuję kompendium wiedzy na temat twórczości Madonny. O tym jak pracowała nad każdą płytą, trasą koncertową, teledyskami czy rolami. Opisane są koncerty, jak się do nich przygotowywała, jak wyglądały. Widzimy jaką perfekcjonistką jest piosenkarka. Otrzymujemy opis drogi jaka musiała przejść, by być znaleźć się w tym miejscu, w którym jest teraz. Dla każdego fana to skarb. To też opowieść jak zmieniało się USA przez całe jej życie i karierę. Jak głos kobiet, różnych mniejszości nabierał na silę i jaką rolę w tym wszystkim odgrywała gwiazda. jak zmieniał się obyczajowość. Ale też jak zmieniała się muzyka, jej odbiór i dostępność do niej. Życie prywatne Madonny jest trochę na drugim planie, tutaj autorka próbuję być bardziej dyskretna.
To były plusy, są też minusy tej opowieści. Pierwszy, bardzo mało zdjęć. Co jak na taką bohaterkę jest zaskakujące. Było nie było Madonna to jedna z najbardziej obfotografowanych kobiet w historii. A tutaj mamy ich garstkę, a na niektórych nawet nie ma bohaterki. Drugi dla mnie jest trochę poważniejszy. Brak dystansu autorki do bohaterki. Każda porażka jest tłumaczona niezrozumieniem działania przez ogół. Wystawianie laurek Madonnie aktorce, to już kuriozum. A im dalej idziemy, tym wątek Madonna, ofiara krytyków zaczyna być męczący.
Mogę polecić książkę Gabriel. To sprawnie napisana biografia. Ciekawie opowiedziana historia królowej po kultury.